Translate

gracz

dotkniesz
gdy bardziej zaboli
podnieca cię skowyt
ujarzmienia
jej niedbałość
niezdarnie spija
niedokończone
gdzie mało
gdzie więcej
niepokojąco trzeźwe zawirowanie pożądania

dama pik nie przekręca klucza
pod stołem chowa swoje trzy karty

pomiędzy nami a rzeczami

kość
nagryziona
metodycznie
ad infinitum
interregnum
jeszcze tu
jeszcze teraz

ze starego
na nowe
w kieszeni

spółkowanie
receptywne

ten czas
ta godzina

na kiedy
dorośniemy

rzeki

w opuszczonym hotelu
odkryję cię na nowo
nie mamy nic do stracenia
skoro jutra nie będzie
w płatkach śniegu za oknem
zabijemy
obcy czas
dotykiem obcych dłoni
pytaniami
zbyt naiwnymi
by odpowiedzieć

ocierając się o siebie
wypełnimy
prawdą spomiędzy
rzeczy a nieznanym
nicniemówienia które mówi za wiele

(bo) nie ma rzek które nie wpadają do morza
są tylko puste koryta
którymi próbujemy popłynąć

bumerang

martwa cisza
powraca -Ty wiesz
mówiłam Ci o niej
może pamiętasz

jestem na nią skazana

dzień po dniu
rozszarpuje mnie
kawałek po kawałku

nie wiem ile jeszcze

pozostało sylab
niezdeponowanych - co wiesz
nie rodzą się dla blichtru

choć dla czego - też nie wiem

może same dla siebie
zawierają się
w jakimś ułamku prawdy

a może kto wie

po kolejnej próbie
balansowania na krawędzi
spadną zapomniane

jakby nigdy wcześniej nie istniały

bo martwa cisza powraca -Ty wiesz
mówiłam Ci o niej
może pamiętasz

---------------------------------------------------
zabawa w boga

ab ovo
stworzę Cię
machinalnie natrętnie namiętnie
masturbicznie zremiksuję z otoczeniem
skonstatuję patchworki
niepewnej zależności
semantycznie doprawię
sensu stricto

zaufaj
kaskadzie molekularnej dyskrecji
z której szklane żebro
odkarmi złe nasienie

staniesz się prawie doskonały

a potem

ab ovo
stworzę cię machinalnie natrętnie namiętnie

Droga ("Opowieści po życiu")

Mężczyzna o jasnych, długich włosach, spojrzał w jej duże, błękitne oczy. Nie odwzajemniały spojrzenia. Kobieta patrzyła przed siebie, w równo wyrośnięte źdźbła trawy, która rosła tu nieprzerwanie i nie wymagała koszenia. Miała jasnozielony odcień.
– To wszystko na co patrzysz w tej chwili, jest miłością – odparł.
Jego rozumowanie było proste i schematyczne.
Właściwie odgórnie zakodowane. Nie potrafił odpowiadać inaczej, niż zostało mu to wpojone. Anioł nie rozmyślał. Wykonywał rozkazy, a właściwie, podświadomie wiedział, co powinien robić: służyć Bogu i pomagać człowiekowi.
Nie powinien też przebywać w tej części wszechświata, ale kobieta w białej sukni, którą tu przyprowadził, nie pozwalała mu o sobie zapomnieć.
Mierząc ziemskim czasem, Samuel przybywał do czyśćca raz w tygodniu. Robił to w głębokiej tajemnicy. Gdyby jego zwierzchnik dowiedział się o tym, spotkałaby go surowa kara. Nieposłuszni aniołowie mieli swoje piekło. Jego wielkość nie była liczona ludzką miarą.
– Wiesz, że mówię o innej miłości.
Dziewczyna była jeszcze młoda. W chwili śmierci mogła mieć nie więcej, niż dwadzieścia lat. Ubrana była w długą, białą, zwiewną sukienkę. Włosy kręcone, jasne, opadały na ramiona. Mężczyzna siedzący obok, nie potrafił oderwać od niej oczu.
Podczas każdej rozmowy z nią, odczuwał bliskość i ciepło, choć miłość między kobietą i mężczyzną była mu całkiem obca. Między aniołem a człowiekiem – zgoła niemożliwa.
– Nie znam innej, Matyldo.
Dziewczyna lubiła, gdy wymawiał jej imię. W jego ustach brzmiało miękko i dostojnie.
Anioł znał dobrze historię jej ziemskiego życia. Choć poznał ją dopiero kilka dni przed jej przedwczesnym zakończeniem. Należał bowiem do aniołów śmierci, którzy przychodzą, by zabrać duszę człowieka i przeprowadzić ją na tamten świat.
Dziewczyna nie przypuszczała, że tak wcześnie przyjdzie jej pożegnać się z ziemskim życiem. Nie dopuszczała myśli o śmierci. Mając dwadzieścia lat, nie myśli się o takich sprawach...
W zaświatach, jej pokutą za pychę było rozpamiętywanie o miłości, której znaczenia za swego krótkiego życia, nie zrozumiała. Znaczenia tej prawdziwej miłości, którą ona sama mylnie utożsamiała ze związkiem czysto fizycznym.
– Nie myśl przez chwilę o niej... – powiedział Samuel,
gdy ta po raz wtóry zadała mu to samo pytanie – Porozmawiajmy o czymś innym... – zaproponował.
Dziewczyna spojrzała na niego ze zdumieniem.
Przecież jedynie rozmowa o miłości przynosiła jej ulgę.
Jak mógł tego nie wiedzieć? Niemożność rozpamiętywania o niej, stawała się katorgą nie do zniesienia.
– Nie potrafię – odparła.
Na jej pięknej, kształtnej twarzy odmalowywał się wyraz smutku i cierpienia. Trudno było doszukać się tej beztroskiej radości, jaka towarzyszyła jej bezustannie w latach ziemskiego bytu. Anioł uśmiechnął się z rozrzewnieniem. Przypomniał sobie moment, gdy spotkał ją po raz pierwszy – w ostatnich dniach jej ludzkiej egzystencji...
Piękną dwudziestolatkę, której twarz zdobiła czołowe katalogi mody i pierwsze strony brukowych gazet. Jej płytkie myśli zaprzątały wówczas nowe trendy, gromadzone na koncie pieniądze i przystojni, młodzi mężczyźni, przewijający się przez drzwi jej sypialni. Przyjaciółki z dzieciństwa poszły w odstawkę, na kontakty z rodziną szkoda było drogocennego czasu. Prestiż zobowiązywał. Cena sławy była zbyt wysoka, by narażać ją na zbędne obciążenia z przeszłości...
Bycie aniołem śmierci to niewdzięczna rola.
Zwłaszcza wtedy, gdy zbyt osobiście podchodzi się do wypełnianych obowiązków. Choć jemu nigdy wcześniej nie przydarzyło się coś podobnego. Jego dotychczasowe stosunki z ludźmi były bardzo chłodne i powierzchowne. Po prostu robił, co do niego należało. Tylko przez krótką chwilę pozwalał człowiekowi spojrzeć sobie w oczy. Czasem trzymał za rękę, chociaż zmarły i tak niczego nie odczuwał. Czynił tak zwykle w przypadku dzieci. Na łożu śmierci, wydawały się takie bezbronne...
Żal było odbierać im zbyt krótkie życie. Dopiero Matylda stała się dla niego kimś bliższym, niż ludzką duszą, przechodzącą do kolejnego wymiaru.
Gdy zobaczył ją po raz pierwszy, jeszcze nie widział w niej kobiety w białej sukni. I nie dlatego, że nie miała jej wtedy na sobie. Biała suknia, stała się dla niej symbolem dorosłości, którą przypadło jej przeżywać w zaświatach.
Choć godziny spędzone w czyśćcu nie przydawały lat.
– Po prostu zamknij oczy i przestań myśleć
o czymkolwiek – odparł wreszcie, po długiej chwili milczenia. Odruchowo chciał dotknąć jej dłoni, ale pozbawiona materialnej powłoki, rozpłynęła się w niebycie.
Kiedy Matylda posłusznie przymknęła powieki, za sprawą anioła, znalazła się w innym miejscu. A to, co zobaczyła, nie było ani piękne, ani szpetne...
Był to pusty krajobraz z drogą nad urwiskiem, które otaczało ją z dwóch stron. Droga, która wydawała się nie mieć końca, kręta, nieutwardzona i opustoszała, pełna kamieni, prowadziła w nieznane.
Niespodziewanie jednak pojawili się na niej ludzie.
Nadchodzili z przeciwległej strony, z owego nieznanego końca, do którego prowadziła. Szli wyprostowani i uśmiechnięci. Gdy mijali dziewczynę i anioła, nie patrzyli w ich stronę, nie odezwali się ani jednym słowem.
Matylda stała w milczeniu, przyglądając się wędrowcom.
Zapragnęła wyruszyć do miejsca, z którego wracali, mając przeczucie, że właśnie tam znajdzie odpowiedź na dręczące ją pytanie. Jednak nieznana siła powstrzymała ją przed wykonaniem jakiegokolwiek ruchu.
Niespodziewanie zniknęła też droga, a wraz z nią wędrowcy, których na niej zobaczyła.
Otworzyła oczy. Nie chciała tego robić, ale mężczyzna siedzący obok, tak jej nakazał. Przez chwilę siedzieli w zadumie, wsłuchani w ciszę, jaka nieustannie towarzyszyła temu miejscu.
– Zatem, czym jest miłość?
Tym razem Samuel przerwał milczenie, uprzedzając pytanie dziewczyny. Ta jednak w odpowiedzi, tylko uśmiechnęła się, po raz pierwszy od chwili, w której przekroczyła granicę czasu...